Michał Dąbrowski Marcin Jaworek
Departament Współpracy z Zagranicą
Ministerstwo Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej

Sytuacja informatyków-cudzoziemców  na niemieckim rynku pracy

W marcu 2000 r., z inicjatywy między innymi kanclerza Gerharda Schredera, w Republice Federalnej Niemiec uruchomiono program Rządu Federalnego "Zielona Karta" (Grune Karte), którego głównym celem było pokrycie zapotrzebowania rynku niemieckiego na wysoko wykwalifikowanych specjalistów z branży informatycznej. Program ten oparty został na rozszerzonych możliwościach zatrudnienia we wspomnianej dziedzinie, zagwarantowanych między innymi poprzez złagodzenie restrykcyjnych przepisów polityki imigracyjnej, a tym samym ułatwienie dostępu do niemieckiego rynku pracy zagranicznym specjalistom. 
Prognozowano, iż do 2005 r. liczba miejsc pracy w sektorze nowych technologii wzrośnie o 250 tysięcy. Według badań przeprowadzonych przez firmę BITKOM w samym tylko 1999 r. w branży informatycznej było 75 tysięcy wolnych miejsc pracy. 
Środki przeznaczane na polepszanie sytuacji w tym sektorze gospodarki były jak również, są na bieżąco monitorowane przez Niemieckie Ministerstwo Pracy i Zabezpieczenia Społecznego (Bundesministerium für Arbeit und Sozialordnung). Sytuację monitorują również takie instytucje jak: 
Federalne Zjednoczenie Niemieckiego Związku Pracodawców, Federalny Związek Informatyzacji Gospodarki, Telekomunikacja, Nowe
Media (BITKOM), Komisja Związku Krajów, Federalny Urząd Pracy, Urząd Kanclerski, Federalne Ministerstwo Pracy i Zabezpieczenia Społecznego. 

W ramach programu "Zielona Karta" Rząd Federalny wyraził zgodę na zatrudnienie w Niemczech 20 tysięcy informatyków-cudzoziemców. Uzgodniono, że po udzieleniu 10 tysięcy pozwoleń na pracę, sytuacja w tym sektorze gospodarki będzie podlegała weryfikacji. W okresie pierwszych 11 miesięcy od wejścia w życie przepisów ułatwiających zatrudnianie informatyków-cudzoziemców urzędy pracy w Niemczech wydały specjalistom z branży komputerowej ponad 8 tysięcy pozwoleń na pracę, z czego 973 pozwolenia zostały udzielone kobietom. Poniżej przedstawione zostaną dane statystyczne dotyczące wspomnianych dokumentów:
· 86% informatyków-cudzoziemców przyjechało do Niemiec w związku z wprowadzeniem nowych, ułatwiających ich zatrudnienie przepisów,
· 14% zdecydowało się na pozostanie w Niemczech po ukończeniu studiów,
· 87% legitymowało się świadectwem ukończenia studiów z zakresu informatyki,
· 13% otrzymało propozycję wynagrodzenia w wysokości ponad 100 tysięcy marek (brutto),
· 60% zostało zatrudnionych w zakładach liczących do 100 pracowników,
· 2% wniosków na pozwolenie o pracę zostało odrzuconych. (źródło: "Monitoring des IT-Sofortprograms" vom 2. Juli 2001)

Zaledwie 4,7% "Zielonych Kart" zostało wydanych dla informatyków starających się o zatrudnienie w firmach znajdujących się na obszarze byłego NRD (Bundesgebit Ost). Niewielkie zainteresowanie pracodawców z tej części Niemiec zatrudnianiem zagranicznych specjalistów jest związane z ograniczonymi możliwościami zatrudniania. 
Interesujące są dane dotyczące kraju pochodzenia osób starających się o pracę w sektorze informatycznym. Okazuje się, iż 21% cudzoziemców pochodziło z Indii, 14% z Rosji, Ukrainy, Białorusi oraz krajów nadbałtyckich, 9% z Rumunii, 7% z Czech i Słowacji a 6% z byłej Jugosławii. Pracodawcy, którzy przeprowadzili rekrutację w okresie od 1 sierpnia 2000 r., na ogół pozytywnie wypowiadali się, jak również oceniali kwalifikacje nowych pracowników. Również pracodawcy poszukujący pracowników przez internet byli zadowoleni. Prezentowane w sieci dyplomy IT, podobnie jak doświadczenie zawodowe jakie posiadali kandydaci, potwierdziły ich wysokie kompetencje. Rekrutacja przez internet okazała się więc sukcesem. (źródło: "Monitoring des IT-Sofortprograms" vom 2. Juli 2001).
W internetowym Banku Danych Federalnego Urzędu Pracy umieszczonych zostało ponad 5 tysięcy aplikacji poszukujących pracy specjalistów 
z około 100 krajów. Z analizy tych dokumentów wynika, iż pracodawcy wymagają od nowych pracowników przede wszystkim znajomości języków programowania, takich jak: C++, Java, HTML, SQL czy XML. 
Przeprowadzone przez Monachijski Instytut Badań Rynkowych (Muncher Marktforschungsinstitut Wimmex AG) na zlecenie jednej z niemieckich gazet oraz Federalnego Związku Średniej Gospodarki badania na temat "Zielonej Karty" dały zaskakujące rezultaty. Na podstawie ich wyników, ogłoszonych w marcu 2001 r., można stwierdzić, że:
· każdy posiadacz "Zielonej Karty" generował utworzenie przeciętnie 21 nowych miejsc pracy, 
· 69% przedsiębiorstw zatrudniło nowych pracowników oprócz tych posiadających "Zieloną Kartę",
· 95% pracodawców planowało podwyższyć liczbę zatrudnionych, a co trzeci poczynił dodatkowe inwestycje,
· czterech na pięciu pracodawców stwierdziło, iż poprawiła się konkurencyjność ich firm w związku z zatrudnieniem osób posiadających "Zieloną Kartę",
· trzech na czterech zaoferowało nowym pracownikom umowy o pracę na czas nieokreślony, 
· okazało się również, że przed wejściem w życie "Zielonej Karty" dwóch na trzech pracodawców zmuszonych było ograniczać trudności wynikające z niedoboru kadr promowaniem pracy w nadgodzinach,
· przed wejściem w życie Karty, pracodawcy poszukiwali specjalisty z branży IT przeciętnie 5 miesięcy, po jej wprowadzeniu tylko około 
6 tygodni,
· jedna trzecia posiadaczy "Zielonej Karty" znała przed wyjazdem do Niemiec język niemiecki,
· w przeprowadzonych badaniach kwalifikowana większość stwierdziła, że nie napotkała na trudności przy załatwianiu formalności,
· kontakty z pracodawcami były nawiązywane głównie dzięki rozmowom (52%), następnie poprzez internet (30%), a w trzeciej kolejności dzięki giełdzie pracy Federalnego Urzędu Pracy (10%). 

Niestety "Zielona Karta" nie dla wszystkich okazała się przepustką do lepszego życia. W rzeczywistości dla wielu informatyków Karta nie była wcale gwarancją pewnej przyszłości. Stało się tak głównie za sprawą braku znajomości języka oraz nikłych szans na znalezienie pracy. Oficjalne statystyki nie podają niestety jak wielu informatyków powróciło sfrustrowanych do własnych krajów. Jedną z takich właśnie osób jest Pan Radja Sangpur - dyplomowany inżynier komputerowy i specjalista od baz danych oraz języków programowania, który w styczniu 2001 r. przyjechał do Niemiec z Indii . Pracodawca nie pokrył kosztu podróży (bilet lotniczy) ale Pan Sangpur uważał, że poniesiony wydatek szybko mu się zwróci. Swoją przyszłość zawodową postanowił związać z małą firmą doradczą. Firma ta dysponowała bazą danych zawierającą aplikacje informatyków, takich jak Pan Sangpur. Aplikanci posiadali wiedzę na temat tego czym jest język programowania Java, jaka jest struktura baz danych oraz jak administruje się siecią. Pan Sangpur szybko uzyskał "Zieloną Kartę", licząc na możliwą dzięki niej lepszą przyszłość dla siebie oraz rodziny. Jego pierwszy i zarazem ostatni projekt zajął mu pół roku; to była wielka firma i wielkie zamówienie. Niestety pogarszająca się w sektorze informatycznym koniunktura sprawiła, iż stracił pracę. Rozesłał więc trzysta podań o pracę i przez cztery miesiące oczekiwał na kolejną szansę. W końcu sprzedał meble i wydał ostatnie oszczędności na bilet powrotny dla siebie i żony. Dziś Pan Sangpur jest zdania, że podróż do Niemiec była nieporozumieniem. Pracuje w Indiach jako programista, próbując odzyskać utraconą pozycję zawodową. Ma nadzieję, że jego nazwisko znów stanie się znane, a może nawet odzyska dawną posadę. 
Regulacje "Zielonej Karty", której pełna nazwa brzmiała "Rozporządzenie w sprawie zezwolenia na pracę dla wysoko wykwalifikowanych zagranicznych specjalistów z branży informatycznej i nowych technologii" obowiązywały przeszło 2 lata. W opinii władz federalnych program okazał się sukcesem. Każdego miesiąca napływało 60-80 nowych aplikacji. Jednakże nikt nie prowadził oficjalnej statystyki dotyczącej osób, które wyjechały z Niemiec w związku z brakiem pracy w sektorze informatycznym. Ponadto Rząd Federalny nie dysponuje informacjami na temat tego, jak wiele osób przeniosło się do Irlandii, Anglii i Kanady czyli miejsc gdzie branża informatyczna jest w dużo lepszej kondycji. 
Z opublikowanych w prasie niemieckiej informacji wynika, iż związki branżowe domagały się zatrudnienia w zawodach informatycznych 100 tysięcy specjalistów z zagranicy. Rząd Federalny wyraził zgodę na zatrudnienie 20 tysięcy informatyków, z czego do Niemiec przyjechało mniej niż 13 tysięcy . Po wielkim boomie w branży informatycznej nastąpiło gwałtowne załamanie. Rzeczywistość pokazała, że niemiecki rynek pracy okazał się dla specjalistów z dziedziny informatyki zbyt mały. Przed prawdziwym wyzwaniem stanęli doradcy personalni, specjalizujący się w "Zielonej Karcie". Według Pana Detlefa von Hellfelda, zajmującego się pośrednictwem pracy w Niemczech, sytuacja stała się beznadziejna. W I półroczu 2002 r. pomógł on znaleźć pracę jedynie sześciu pracownikom. W opracowanej przez siebie bazie danych zgromadził ponad 13 tysięcy ofert osób zainteresowanych "Zieloną Kartą" z przeszło 90 krajów. Jego domowa strona www stała się w krótkim czasie przysłowiową "ścianą płaczu". Pozbawieni złudzeń bezrobotni to grupa osób najczęściej odwiedzających tę stronę. Niektórzy z pozostających bez pracy informatyków wysłali po 300-400 podań o pracę i ani razu nie zostali nawet zaproszeni na rozmowę. W opinii Pana Hellfelda popyt na pracę jeszcze się utrzymuje i ten kto posiada wystarczająco wysokie kwalifikacje ma szansę na znalezienie zatrudnienia.
"Zielona Karta" zapewnia pozwolenie na pobyt w Niemczech tylko tym, którzy posiadają stałe miejsce pracy. Osobie, która straciła pracę grozi wydalenie. Termin wydalenia ustala urząd właściwy do spraw cudzoziemców i zazwyczaj jest on bardzo krótki, często tak krótki, że niemożliwe jest znalezienie nowej pracy. 
Jak wspomina jeden z Indonezyjczyków chińskiego pochodzenia, który uzyskał prawo do pracy dzięki "Zielonej Karcie", pobyt w Niemczech wiąże się z wieloma wyrzeczeniami. Tęsknota za ojczyzną, samotność, brak oparcia w najbliższej rodzinie, a nade wszystko sposób traktowania informatyków cudzoziemców powodują, że czują się oni obywatelami drugiej kategorii. Indonezyjczyk po utracie pracy miał zaledwie 6 tygodni na znalezienie nowego miejsca zatrudnienia, inaczej groziłoby mu przymusowe wydalenie. A przecież jest rzeczą oczywistą, że nawet wysoko wykwalifikowani specjaliści nie zawsze znajdują pracę z dnia na dzień. Jedną z przyczyn może być np.: to, że wiele firm rozpatruje podania o pracę z reguły dłużej niż miesiąc. Bilans tego informatyka zamknął się w 400 podaniach o pracę, kontaktach z trzema "łowcami głów" i jednej rozmowie kwalifikacyjnej. Brak znajomości języka niemieckiego oraz perspektyw na znalezienie nowej pracy spowodował, iż wniosek o przedłużenie pobytu wspomnianego Indonezyjczyka został rozpatrzony odmownie. Choć nic nie wskazywało na poprawę sytuacji do ostatniej chwili wierzył on, iż znajdzie pracę. Ukończony kurs niemieckiego na poziomie podstawowym to jednak zbyt mało by samodzielnie poruszać się na niemieckim rynku pracy. Wreszcie skończyły się pieniądze a zasiłek dla bezrobotnych nie przysługiwał ani jemu, ani żonie. Nie pozostało nic innego jak wrócić do domu. (źródło: Thomas Schulz, "Pozwólcie nam odejść" (Lasst uns abhauen), Der Spiegel z 02.09.2002 r., Nr 36/2002)
Posiadacze "Zielonej Karty", którzy z różnych względów stracili pracę narażeni są na podwójne niebezpieczeństwo. W przypadku zwolnienia grozi im utrata pozwolenia na pobyt i co za tym idzie również prawa do zasiłku. Dlatego też bezrobotni korzystający z internetowego forum dyskusyjnego są zdania, iż nie należy niezwłocznie rejestrować się w urzędzie pracy, ponieważw ten sposób zyskuje się czas na znalezienie nowego miejsca zatrudnienia.
Przybyły do Niemiec w oparciu o przepisy "Zielonej Karty" Rosjanin z pewnością mógł wybrać znacznie lepiej płatny kontrakt. Zdecydował się na Monachium ponieważ miał w tym mieście krewnego, a rodzina zawsze stanowiła dla niego wsparcie. Po jakimś czasie został zwolniony z pracy. Następnego dnia, chcąc być w zgodzie z niemieckimi przepisami, udał się do urzędu do spraw cudzoziemców (Auslanderbehörde) Pierwsza urzędniczka po przestudiowaniu akt lakonicznie stwierdziła: "ma Pan cztery tygodnie na znalezienie pracy", kolejna dała mu nieco dłuższy termin - 6 tygodni. Ostatecznie informatykowi przedłużono czas poszukiwania pracy do 3 miesięcy. Na szczęście udało mu się znaleźć nowe miejsce zatrudnienia w ciągu 3 tygodni.
Inny cudzoziemiec, 31-letni Słowak, przeniósł się do Niemiec już w sierpniu 2000 r. Pensja w wysokości 51 tysięcy Euro rocznie, za pracę 
w charakterze programisty w stolicy Bawarii była wystarczającą zachętą do zmiany miejsca zamieszkania. Tym bardziej, że jego aktualny pracodawca szukał odpowiedniego specjalisty przeszło 2 lata. Informatyk potrafił to wykorzystać; wiedział, że podobne do jego umiejętności posiada jedynie 50 do 100 osób na świecie. W tym właśnie czasie rząd niemiecki przygotowywał specjalne przepisy ułatwiające zatrudnianie informatyków cudzoziemców. Wszystkie formalności związane z przyjazdem Słowaka do Niemiec zostały załatwione bardzo szybko. W ciągu 24 godzin otrzymał on wizę a od następnego dnia mógł już zacząć pracę. Pracodawca, producent oprogramowania do nauki języków obcych, był bardzo zadowolony z nowego pracownika. Od chwili jego przyjazdu wszyscy Niemcy zatrudnieni w firmie znacznie poprawili swoje umiejętności językowe, ponieważ porozumiewali się z młodym Słowakiem wyłącznie po angielsku. 

Źródło: BITKOM; Federalny Urząd Statystyczny (Statistisches Bundesamt).
* dane za rok 2002 szacowane.

Dane umieszczone na wykresie wskazują, iż w ciągu ostatniego roku popyt na specjalistów z zagranicy uległ wyraźnemu osłabieniu. Bezpośrednią winę za zaistniałą sytuację ponosi kryzys, w jakim znalazła się branża nowych technologii. Firmy, które jeszcze do niedawna z ufnością patrzyły w przyszłość coraz częściej ograniczają swoją działalność. Większość osób, które przybyły do Niemiec dzięki "Zielonej Karcie" również odczuła skutki tego kryzysu, ponieważ spadek zatrudnienia w przemyśle informatycznym ograniczył zapotrzebowanie na specjalistów spoza Niemiec. 
W prasie niemieckiej coraz częściej można spotkać się ze słowami krytyki odnośnie napływu informatyków z zagranicy. Coraz więcej wątpliwości budzi też fakt pozostawania bez pracy niemieckich specjalistów.
W opinii Dyrektora urzędu pracy w Monachium około 1% sprowadzonych z zagranicy informatyków pozostaje bez pracy, a przeciętny czas poszukiwania zatrudnienia wynosi od 2 do 4 tygodni. Wspomniany dyrektor jest zdania, że jeśli komukolwiek uda się przetrwać kryzys to właśnie informatykom cudzoziemcom, ponieważ są oni wykształceni, mobilni i bogaci w doświadczenia zawodowe. Jako osoby pozostające z dala od swoich domów nie są przywiązani do tymczasowego miejsca zamieszkania. Zawsze gotowi są podjąć prace tam, gdzie istnieje na nią popyt lub gdzie płacą więcej. 
Według szacunkowych danych Niemieckiego Związku Pracodawców (der Bundesvereinigung der Arbeitgeberverbände) około 20 tysięcy niemieckich specjalistów IT poszukuje pracy. Niestety termin IT oznacza w oficjalnych statystykach wszystkich, którzy mają do czynienia z rynkiem informatycznym, a więc: ekspertów od maszyn liczących, specjalistów ds. połączeń komórkowych, specjalistów zajmujących się serwisem komputerowym, a nawet programistów. Jednak poszukiwani na rynku pracy są tylko ci ostatni. Duże znaczenie ma też wiek informatyków. Okazuje się, że około 70% tych, którzy w marcu 2001 r. pozostawali bez pracy miało 55 lat i więcej. W Niemczech określa się ich tzw. "programistami pierwszej godziny" . 
Pewne przepisy "Zielonej Karty" nie są korzystne dla członków rodzin informatyków. Celowo wprowadzone ograniczenia sprawiają, że mąż lub żona może podjąć pracę w Niemczech dopiero po roku oczekiwania. Powoduje to, że proces integracji postępuje o wiele wolniej. 
Rząd federalny zobowiązał się jednak do zmiany przepisów prawa imigracyjnego. Pomocne będą w tym doświadczenia urzędów zdobyte podczas wprowadzania i realizowania przepisów "Zielonej Karty". Nowe prawo ma być bardziej bezpieczne, perspektywiczne i nie będzie w nim konfliktu pomiędzy "pozwoleniem na pobyt" a "zezwoleniem na pracę". Według władz "Zielona Karta" to tylko test przed wprowadzeniem nowych rozwiązań . 

Podsumowując można powiedzieć, że "Zielona Karta" zwiększyła liczbę informatyków cudzoziemców w Niemczech, ale nie spowodowała ich masowego napływu. Warto też wspomnieć, iż nie jest to jedyna regulacja pozwalająca cudzoziemcom na znalezienie zatrudnienia w Niemczech (np.: Turcy, którzy wychowali się w Niemczech nie potrzebują specjalnych zezwoleń na pracę). 
Co ciekawsze w Polsce, pomimo początkowych obaw, że niemiecki program spowoduje masową emigrację naszych specjalistów, "Zielona Karta" spotkała się z bardzo nikłym zainteresowaniem. Dowodem może być zaledwie 8 ankiet polskich informatyków zgłoszonych do internetowego Banku Kandydatów prowadzonego przez Centralny Urząd Pośrednictwa (ZAV) w Bonn. 
Brak kadr informatycznych wkrótce może stać się bolączką również polskich pracodawców. Co prawda obecnie kilka tysięcy osób z wykształceniem informatycznym pozostaje bez pracy, ale rozwój telefonii komórkowej, nadrabianie informatycznych zaległości przez przemysł oraz dynamiczny rozwój internetu sprawiają, że posiadane przez informatyków umiejętności zaczynają być cenione również w naszym kraju. Już dziś wysoko wykwalifikowani informatycy stanowią w Polsce elitę, nie tylko intelektualną ale również finansową, która nie musi poszukiwać pracy za granicą.